Wysłany: 2008-09-17, 14:40 Historia zainteresowania chemią
Chciałbym, abyście napisali, kiedy zaczęliście pasjonowac się chemią i jak do tego doszło (tzn. od czego się zaczęło). Ze swojej strony: napiszę swoją historię jak znajdę trochę więcej czasu
Moja przygoda z chemią rozpoczęła się dopiero w gimnazujm... Na bodajże 3-ej lekcji było doświadczenie - spalanie magnezu - które ja przeprowadzałem... ;)
3 miesiące później miałem pełny dostęp do szkolnej "kanciapy" (kantorek, czy jak kto woli - składzik z odczynnikami).
Później chodziłem na kółko chemiczne i brałem udział w różnych olimpiadach, co zaprocentowało 6-tką z chemii w gimnazujm, a zarazem wzmocniło to moje zainteresowanie tą wspaniałą nauką...
EDIT: Ja najbardziej z chemii lubię nieorganikę i analizę... Dlatego też dostałem się do Bielskiej Szkoły Przemysłowej na kierunek Technik Chemik Analityk ;)
_________________
Paracelsus napisał/a:
Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną.
Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną
Ostatnio zmieniony przez Chemik333 2008-12-12, 23:00, w całości zmieniany 5 razy
Było ostatnio u nas w liceum. Na pamiątkę pozostała dziura w terminarzyku chemiczki
Intersowałm się już dosyć dawno, ale głównie cząsteczkami biologicznymi. Pamiętam moje zdziwienie, gdy okazało się, że w minerałach nie ma ani śladu wodoru :P Bo traktowałem je wcześniej jako uniwersalny wypełniacz.
Na serio zainteresowałem się w związku z olimpiada chemcizną, w 3 klasie gimnazjum.
Trochę kółka, ale dużo więcej samodzielny rozwój (wikipedia okazała się nieoceniona). Redoxów itp. nauczyłem się na zasadzie obserwacji (dlatego nie zupełnie nie kapuje równań połówkowych, tylko od razu bilansuje)
Teraz jestem w fajnej szkole i poziom jest wysoki, wiec tam się sporo nauczę.
Ale dalej najbardziej interesuje mnie chemia organiczna.
Moje zainteresowanie chemią zaczynało się powoli najpierw w podstawówce/gimnazjum bardzo dużo czytałam na temat minerałów. Następnie koleżanka namówiła mnie, żebym chodziła na kółko chemiczne i tak powoli od tego się zaczęło a już takie 100% zainteresowanie było w 3 klasie gimnazjum, gdy brałam udział w olimpiadzie no i tak pozostało do dzisiaj
_________________
pantol4 [Usunięty]
Wysłany: 2008-09-17, 20:52
Moje zainteresowanie chemią zaczęło się wtedy gdy szłem do 2 gimnazjum. Kupiłem w wakacje nowiutki podręcznik do chemii i zacząłem go czytać, w końcu tak mnie zaciekawiła ta nauka, że na mojej pierwszej lekcji chemii znałem cały materiał gimnazjum 3 klasy. Wykonywałem elektrolizę i pokazywałem na lekcji wyniki elektrolizy, bawiłem się z kryształami, w szkole wykonywałem doświadczenia z solami (zobojętnianie, rozpuszczanie NaOH, kwasy). Mimo krytyki mojej klasy co do mojego zainteresowania, ja się nimi nie przejmowałem. Teraz jestem w trzeciej klasie i uczę się materiału liceum, w tym roku czeka mnie konkurs chemiczny, przygotowuję się do niego mocno, ćwiczę równania reakcji i liczę. Liczę na to że uda mi się dostać do wymarzonej szkoły: Technikum chemicznego w Krakowie na profil analiza chemiczna.
To moja historia jest o wiele bardziej zawiła :
Już od najmłodszych lat interesowała mnie chemia ( lecz nie jako nauka) były to bardziej praktyczne rzeczy jak np. doświadczenia robienie jakis wywarów itp. - takie dziecinne zabawy - to już mnie interesowało w wieku 6-7 lat - pamiętam nawet jak dzięki takim eksperymentom moja babcia nie straciła włosów, myjąc głowę szamponem którym się bawiłem
W podstawówce doszło trochę innych zainteresowan: m. in. zacząłem się interesowac rzeczami technicznymi: robienie miniatur domów makiet miast a także różnych rzeczy na baterię; także poniekąd interesowała mnie troche biologia - ściślej owady. I co ważne zawsze czułem pociąg do ognia (wiem, że to piromania, ale cóż, jeszcze chaty nie spaliłem, więc jest OK ) Przez całą podstawówkę tak właśnie to wyglądało; dopiero w 6 klasie zacząłem czytac jakąś podstawową literaturę chemiczną, dzięki czemu w 1 gimnazjum byłem do przodu z chemią i fizyką. W tej jednak klasie zainteresowanie chemią ustało - dostałem komputer, który stał się nowym obiektem fascynacji i przez kolejne 1,5 roku myślałem o informatyce. W 2 gimnazjum pewne zdarzenie sprawiło że zainteresowanie informatyką zostało wyparte przez coś innego (nie powiem przez co, bo to przypał troche ) W sumie przez całe gimnazjum nie wiązałem przyszłości z chemią i nie specjalnie zależało mi na super ocenach, jednak spontanicznie mi to wychodziło. Moja nauka wyglądała tak, że nic nie słuchałem na lekcjach, tylo spisywałem to co było na tablicy, nie zastanawiając się w ogóle o czym mowa ; a dzien przed sprawdzianem czytałem to wszystko i na następny dzien ze sprawdzianu 5 lub 6, ale jakos mnie to zwisało
Do 1 liceum do klasy biol-chem-fiz dostałem się na ostatnim miejscu (sami uczniowie co w gimn. mieli średnie pow 5.0); pamiętam pierwszą lekcję chemi; nauczycielka (pani doktor; która wykłada chemie analityczną na UŚ'iu) od razu gdy weszła powiało chłodem - i ten jej niezapomniany strój: jakaś wiejska suknia a na to fioletowa marynarka; no i buciki na koturnach Już od pierwszej lekcji wiedziałem, że to straszna *1)heksa musi byc. Pamiętam jak zaczęła pytac: ktoś nie odpowiedział na jedno pytanie i z bdb spadał na dst W koncu poczytałem ten temat zgłosiłem się i dostałem to 5 i pochwałe że jestem jakims pasjonatem ( choc do tej pory nie wiem za co, bo mi się ta odpowiedz wydawała normalna ).
Potem kartkówka i 4 ( bo nie zapisałem przemiany cząstek elementarnych, mimo że nie podałą tego w poleceniu; powiedziała potem że to jest oczywiste żeby to zapisywac ). No ale jak było pięknie tak szybko się skonczyło; bo był taki dzien że siedziałem w ostatniej ławce ( a omawialiśmy wtedy liczby kwantowe - zapis kratkowy itp.) Z tyłu ch@ja widziałem, ch@ja słyszałem, a co za tym idzie ch@ja rozumiałem, nie umiałem sie w ogóle z tej tablicy doczytac, wiec taki zrezygnowany zamknąłem zeszyt i na chwilę oparłem głowę o zeszyt i w tym momencie ona mnie przyuważyła i padł tekst:
"Ooo! Kolega, widze, śpi !"- potem to już tylko 5 min po mnie jechała na forum całej klasy... Tak mnie tym wkurzyła, że od razu zniechęciła mnie do chemii i to poważnie... Od tamtej pory już połowicznie słuchałem tego co było na lekcji, połowicznie pisałem notatki, przez co powoli zacząłem się gubic w materiale, potem kapa z jakies kartkówki co już mnie kompletnie odrzuciło; moi rodzice załatwili mi korki, które na gówno się zdawały bo na takich korkach w 2 godziny student nie wklepie mi całego działu który omawiany jest przez np miesiąc w szkole, fakt że to co z nim robiłem rozumiałem, ale na sprawdzianie były zawsze jakieś inne rzeczy (a warto dodac że nasz pani lubiła podnosic poprzeczkę dajac podchwytliwe przykłady, jakies wyjatki itp.). Skonczyło się już na tym, że już chciałem zmienic klasę, nie słuchałem już w ogóle tego co było na lekcji nie pisałem w ogóle notatem, nie zaglądałem do książki i jakoś do końca roku dojechałem na dopie
Jednak w ciągu całego roku przekonałem się że owa nauczycielka nie jest wcale taka wredna na jaką wyglądała, w rzeczywistości była w porządku; ja który nic się nie uczyłem, a mimo wszystko traktowałą mnie jak innych, nie tępiła mnie za to że nic nie umiem (jakby to robił prawie każdy inny nauczyciel).
Po pierwszej klasie utwierdziłem się w przekonaniu, że ja nie nadaję się na taki profil, chciałem iśc na coś innego. Na początku 2 klasy z chemii robiliśmy termochemię; oczywiścię była to kontynuacja, bo zaczeliśmy to w czerwcu, więc siedziałem jak na tureckim kazaniu i nie wiedziałem w ogóle o czym ona do mnie gada. Moja mama wymyśliła żeby od razu załatwic mi korki, żeby korepetytor przychodził do mnie regularnie (a nie na ostatnia chwilę jak to było poprzednimi razy) no i zamiast studenta wybraliśmy magistra inżyniera z chemii (cholernie drogi jest ). W przeciwieństwie do studentów facet wiedział za co się zabrac, jakie zadania robic, nie powiem, ale cięzko mi to wchodziło (jak nie znałem poprzednich działów) ale porozwiązywaliśmy trochę zadan; no i na sprawdzianie dostałem 4, co było dla mnie cudem, zwłaszcza że 70% klasy miało dst i niżej. Ale mimo wszystko nadal nie chciałem się uczyc chemii, chciałem zmienic profil. Pewnego razu mieliśmy doświadczenia na lekcji (każdy miał swój zestaw) i wykonywał polecenia nauczycielki. Wtedy poczułem jakieś głęboko zatarte zamiłowanie do tego; z całych sił starałem się to powstrymac, lecz to było silniejsze ode mnie. Wtedy nabrałem wątpliwości co do zmiany probilu, byłem kompletnie rozdarty, nie wiedziałem co robic; pewnego razu napisałem test kompetencji u psychologa; ku mojemu zdziwieniu test wykazał, że mam wysoki poziom myślenia logicznego.
Jak to usłyszałem w mojej głowie nastała rewolucja a zarazem jakas dziwna wewnętrzna radośc. Powiedziałem sobie, że będę się uczył chemii, przynajmniej spróbuję; pamiętam, że był jakiś dział dla mnie niejasny (z resztą co się dziwic jak nie znałem definicji mola). Wtedy otworzyłem podręcznik po raz pierwszy i stał się cud: przeczytałem ten dział któy był dla mnie nie jasny i nagle wszystko zrozumiałe, jakies kurde olśnienie; ze sprawdzianu 5 i pochwała od nauczycielki że jest zadowolona ze postępów, bla, bla bla
Potem już było z górki i z dnia na dzień coraz więcej rozumiałem, coraz bardziej wszystko to stawało się dla mnie jasne i tak w ciągu 2 miesięcy z najgorszego ucznia z chemii w klasie stałem się najlepszy, aż w koncu zacząłem wybijac się nad resztą. W ciągu wakacji przerobiłem materiał z klasy pierwszej i nie mogę uwierzyc że wcześniej miałem z tego dopa, z takich banałów! Przy okazji przerobiłem klasę 3, a teraz zabieram się za tą dodatkową literaturę
Chęc studiowania chemii wyrobiła się u mnie jakoś tak w trakcie 2 klasy.
Objaśnienia:
1) heksa to określenie kobiety wyjątkowo wrednej i fałszywej, słowo pochodzi z gwary śląskiej
Ja na pierszej lekcjii chemi w szkole:) Pani na powitanie nas zrobiła kilka doświadczeń np, spalalnie magnezu. Od tego czasu tak zaintereasowała mnie chemia ze ucze sie jej sam i czasami z panią po lekcjach ;D W klasie jestem jedyny co lubi chemie dlatego jako jedyny robie doświadczenia chemiczne i mam dostęp do szkolnego kantorka. Czasami moge sam przeprowadzic w kantorku jakąs reakcje którą sam wybiore i przygotuje :)
A więc moje zainteresowanie chemią zaczęło się aż w liceum ;p przez wcześniejsze lata życia nigdy się nie uczyłem więc miałem duuużo zaległości ;p chociaż ubolewam na tym że moje zainteresowanie chemią ogranicza się tylko do rozwiązywania zadań czytania wszystkiego co się da szkoda że nie robimy żadnych doświadczeń na lekcji taka bidna szkoła
SpeedBoy [Usunięty]
Wysłany: 2008-12-04, 23:04
ja też zainteresowałem się chemia w gimnazjum :) tylko rozpoczelo sie żle bo cala klasa na 1 lekcji chemi ze szkłem laboratoryjnym potłukla 16 probówek i do konca 3 gim widzialem tylko jedno doswiadczenie (oczywiscie sam sobie wykonalem w domu bo gdzie w szkole) Chemiczka uwarzala ze ja nie będzie ze mnie dobry chemik i próbowala mnie tępić ale niestety nie udawalo się to jej poniewaz zawsze pamietalem wszystko z lekcji (prawie wszystko ale ani razu 1 nie dostalem) teraz jestem w liceum w którym już kilka doświadczeni widzialem i to mnie skłonilo do nauki chemi i załorzenia przydomowego laboratorium
Chemiczka uwarzala ze ja nie będzie ze mnie dobry chemik i próbowala mnie tępić
Heh miałem podobną sytuację w tym roku z matematykiem, który truł mi, żebym lepiej matury nie zdawał, a tu zonk bo na próbnej dostałem 80% (oczywiście poziom podstawowy)
szkoda że nie robimy żadnych doświadczeń na lekcji taka bidna szkoła
pięta Achillesowa nie tylko w Twojej szkole ,cóż słyniemy z teorii ,jeśli chodzi o praktykę jest gorzej. Najlepsze jest wg mnie to ,że to co przeczytasz lub poćwiczysz poźniej rzeczywiście wychodzi i jest ogromna SATYSFAKCJA!
Chemią interesuję się od 2 klasy LO ,ale jak to bywa w zwyczaju LO było mało doświadczeń, dobrym rozwiązaniem są zespoły szkół chemicznych.
Magda222 [Usunięty]
Wysłany: 2008-12-12, 14:19
vdarek napisał/a:
dobrym rozwiązaniem są zespoły szkół chemicznych.
takich szkół jest niestety mało...w Częstochowie nie ma żadnej takiej szkoły z czego jestem bardzo niezadowolona....a w liceach po co otwierać profile biologiczno chemiczne jak w pracowniach są tylko tablica i układ okresowy a chemią interesuję się od pierwszej klasy liceum za sprawą mojego nauczyciela chemii, który potrafił przekazać wiedzę.....w sumie żadna historia XD
Ja już częściowo opisałem moją historię w temacie "poznajmy się", ale że powstał nowy, to napiszę:
Od początku nauki w podstawówce moim ulubionym "przedmiotem" (w cudzysłowiu, bo były to oczywiście "zet-zetki", czyli zajęcia zintegrowane) była matematyka. Dobrze mi szło i w porównaniu do polskiego to matematyka była świetna. W starszych klasach SP było już pewne, że jestem typem ścisłowca, bo dużo czytałem o chemii, ale przede wszystkim o fizyce. Pod koniec szkoły najbardziej "dział fizyczny" przypadł mi do gustu. W gimnazjum moja pani wychowawczyni powiedziała mi o stypendium, które mam dostać za tamten rok, ale muszę w tym roku wziąść udział w olimpiadzie. Jako osoba woląca przedmioty ścisłe myślałem nad matematyką, fizyką i chemią, a że pani wychowawczyni jest przy okazji chemiczką, to ten właśnie przedmiot wybrałem. Uznałem to za swego rodzaju wyzwanie, bo to jest materiał 2 klasy, a ja bardzo chętnie poznaję nowe rzeczy i wyprzedzam materiał (co jest notabene niestety uznawane za kujoństwo i przemądrzałość ). W olimpiadzie poszło mi najlepiej w szkole ale to znaczy bardziej o lenistwie pozostałych niż moich predyspozycjach, bo miałem tylko 19 na 40 pkt. Materiał 2 klasy nie był aż tak trudny i chemia mnie okropnie wciągnęła. Zaledwie się rozpoczął rok szkolny, a już jestem "zakochany" w jednym przedmiocie. No i teraz robię sobie mini-laboratorium. Chemia jest cudna .
Blackphoenix [Usunięty]
Wysłany: 2008-12-12, 21:45
Ja też zacząłem się interesować od gimnazjum ( w sumie dopiero wtedy jest jakaś styczność z tym przedmiotem ) :P ale moje pierwszym domowym doświadczeniem,które wykonałem było dodanie sody oczyszczonej do octu - cóż za zaawansowana chemia :D :D
w liceum z chemią miałem/mam niewiele styczności mimo że jestem na biol chemie, jedyne co robiłem a to na kółku biologicznym rozkład H2O2 za pomocą katalazy ;p no cóż zawsze coś... :]
A liceum ogólnie odstaje od reszty klasy śmie twierdzić że jestem najlepszy z całej szkoły ale mimo wszystko nie czuje się wybitnie zdolny.
Chemia zainspirowała mnie już w wieku 8 lat, wiem może to i dziwne ale tak się właśnie zaczęło od książki, którą dostał mój brat na ukończenie Liceum Ogólnokształcącego "Chemia- zobacz, rozpoznaj i naucz się nazywać", książka ta towarzyszy mi do dziś dnia, a mam już 17 lat ;) Nie wyobrażam sobie innego zainteresowania.